Sonja Howe
- Nie... - nim zdążyła coś powiedzieć szermierz zrobił co mówił. Zmarszczyła brwi w niezadowoleniu przez, które przebijała troska. Dobrze pamiętała co są w stanie zrobić wilki.. a co dopiero coś co żyje tu w ciemnościach, tu w mroku, przyzwyczajone do środowiska.. przystosowane! Coś co zjeżyło włos na łbie Leona.
- Leon idź bronić - szepnęła do mabari wskazując ruchem głowy zbyt odważnego szermierza. Mężczyźni... za grosz logiki, za grosz jasnego myślenia... ta ich męska duma.
Sonja odwróciła gwałtownie głowę w stronę elfa - Faktycznie, niektórym bardziej pasuje taca i ścierka - powiedziała cicho i dostojnie - To się chyba nazywa. Po-wo-ła-nie. - mięśnie na jej twarzy zarały gniewnie, a twarz zdawała się być bledsza i bardziej zmęczona niż wcześniej.

