wtorek, 8 maja 2012

Underwater LOVE


Eden or Harley?

Nie raz wychodziła na ulice w samej koronkowej, kończącej się mniej więcej w jednej trzeciej uda, białej halce upstrzonej milionem czerwonych plamek. Wpatrzona z zachwytem w nocne światła przechadzała się ulicami idąc ze splecionymi za plecami rękoma... po deszczu wszystko było tak niesamowicie lśniące, odbijało się dookoła milionem kolorów, nocą nikt nigdy nie miał prawa się nudzić. Nocne kluby migocząc neonami zapraszały do siebie, po ulicach przetaczali się pijani ludzie... nie raz roześmiani, innym razem wściekli, zirytowani. Eden obserwowała każde z nich jak nowy okaz zwierzyny w zoo. Wpatrzona w refleksy na mokrym asfalcie szła boso rozkoszując się mrożącym krew w żyłach chłodem i odgłosami jej ulubionej pory dnia.

Niestety tym razem jej cel był znany. Nie mogła zatopić się w nocy zespalając się z nią i tonąc w jej objęciach. Ktoś szarpał jej stąpającą po ziemi część świadomości i kazał iść, robić, być świadomą. Na jej szyi podzwaniały różnej wielkości krzyże. Co jakiś czas łapała jeden w palce i obracała unosząc go w stronę światła, lubiła refleksy które się na nich pojawiały w zetknięciu z różnymi punktami jasności.

Niewiele później pojawiła się przed rezydencją toreadorki. Po drodze musiała zahaczyć o jakiś squot, bo w tej chwili poza bieliźnianą, króciutką halką miała na sobie równie krótki, czerwony płaszcz, którego nigdy  nie śmiała by zapiąć i minimalnie za duże, czarne kozaki na zupełnie płaskiej podeszwie. Ostry makijaż. Mocno czerwone usta, tak samo jak kolor płaszcza było widać z niemałej odległości. Ciemno podkreślone oczy i pozornie bez ładu rozpuszczone włosy.

Gdy tylko kainitka się odezwała dziewczyna zjeżyła się zadzierając i zginając palce dłoni jakby ktoś właśnie zarysował tablicę paznokciami. Nie dało się tego nie zauważyć, na twarz Eden wpełzł paskudny kaprys krzywdzonych uszu. Nienawidziła kainitów zachowujących się w ten sposób, a spotkania w większym gronie wampirów zawsze powodowały, że maniery Harley przekradały się do zachowania burdelmamy. Otrząsając się zrzuciła z ramion płaszcz, spadł lekko u jej stóp i został tam gdzie "się położył". Kobieta usiadła na oparciu fotela zakładając noga na nogę. Halka była tak krótka, że praktycznie nie zakrywała nawet czarnej, koronkowej bielizny. Eden zmysłowo wplotła dłoń w lekko wilgotne włosy opierając łokieć o górę fotela i nabierając spory haust cieplejszego powietrza zdecydowała się spojrzeć na stół. Uniosła jedną brew.. starzy i ten ich jebany tupet... szeptała jej do ucha wściekła Harley. Eden tylko uśmiechnęła się uroczo do swoich myśli.

- To nie prrrolem... - odpowiedziała ściszonym głosem spoglądając na gnagrela i mierząc ją od stóp do głów. Jej głos był cichy i zmysłowy, ale dało się w nim usłyszeć nutkę jakiejś... warczącej niegodziwości?

Z ociąganiem spojrzała na toreadorkę. W głębi duszy podzielała niesmak jaki było widać po rudej dziewczynie, ale Eden nie wypadało dawać po sobie poznać takich rzeczy, w końcu, klient nasz pan.. albo dostosuj się do klienta, jak jest idiotą to sprawiaj pozory bycia idiotą. - Jest szansa na wprowadzenie własnych ludzi w miejsce powiedzmy jednej czy dwóch kelnerek, lub... jeden ochroniarz... - uniosła lewą brew czekając na odpowiedź.

1 komentarz: